Weronika Boryczko z Bochni świętowała swoje 106. urodziny
Weronika Boryczko z Bochni świętowała swoje 106. urodziny, jest najstarszą mieszkanką powiatu bocheńskiego
Paweł Michalczyk
29 stycznia 2019 13:37
Weronika Boryczko z Bochni świętowała swoje 106. urodziny, z tej okazji Jubilatkę odwiedził starosta bocheński Adam Korta. Najstarsza mieszkanka powiatu bocheńskiego mieszka w jednym z bloków przy ulicy św. Leonarda i jest w doskonałej formie.
Zobacz dzisiejsze wydanie internetowe Gazety KrakowskiejWeronika Boryczko 12 stycznia skończyła 106 lat. Jest w doskonałej formie, potrafi z pamięci recytować poezję, której nauczyła się 97 lat temu w pierwszej klasie. – Wiem ja, bo mi o tym mama powiadała: żem dziecię tej ziemi, żem jest Polka mała. I wiem, jak mi Polska jest droga i miła, bom się w polskiej mowie pacierza uczyła. Staruszka przypomina sobie, że wiersz Władysława Bełzy pt. “Modlitwa polskiego dziewczęcia” recytowała podczas święta 3 Maja.
Pasja do nauki od dziecka
Urodziła się w Mikluszowicach koło Bochni w 1913 r. w rodzinie rolniczej. – Było nas siedmioro i mimo ciężkich warunków, rodzice mnie wykształcili, bo miałam zdolności i chęć do nauki – wspomina. Pierwsze cztery klasy ukończyła w rodzinnej wsi. Następne trzy lata uczyła się w Bochni, a w Krakowie ukończyła 5-letnie państwowe seminarium nauczycielskie. Przez 30 lat pracowała jako nauczycielka w szkole w Niedarach, tam również mieszkała. Kierownikiem i budowniczym placówki był jej mąż Franciszek. W tej wsi małżeństwo mieszkało do emerytury, do 1972 r.
W ślady pani Weroniki poszły trzy z pięciu jej córek, które również zostały naczycielkami.
Pani Weronika urodziła sześcioro dzieci (5 córek i syna), doczekała się 14 wnuków i 12 prawnuków.
Unikać stresów i waśni
Sędziwa bochnianka zdradza prostą receptę na długie życie w zdrowiu. – Nie lubiłam się stresować, nie potrafiłam się gniewać – opowiada. Potwierdza to jej córka, Franciszka Pilarz. – Mama niczym się nie przejmuje. Śpi, modli się, rozwiązuje krzyżówki. Nie nadążam kupować – przyznaje córka jubilatki. Jeden z nawyków staruszki to krótkie drzemki w ciągu dnia.
Pani Weronice również zawsze służyło zdrowie, nieczęsto chodziła do lekarzy. – Właściwie nie chorowałam – mówi. W wieku 102 lat przeszła operację zaćmy.
W 1982 zmarł jej mąż, a 6 lat później najstarsza z córek. Nie żyje też jej rodzeństwo.
Żyłka do kultury
Pogodne usposobienie to jedna z tajemnic długowieczności. Kolejna to pasja do kultury. Pani Weronika od młodości miała do niej żyłkę. W Nie-darach organizowała przedstawienia.
– Nikt wtedy nie urządzał imprez, więc przychodzili na przedstawienia z sąsiednich wiosek – wspomina. Miała czas na przygotowywanie spektakli, bo w domowych obowiązkach wyręczały ją córki.
Druga z pasji pani Weroniki to śpiew. Przez 80 lat należała do chóru. Niespecjalnie natomiast lubi taniec. – Mam satysfakcję, że żyłam w czasach, gdy nie było ani radia, ani telewizji, więc praca w sprawie kultury była potrzebna – podsumowuje.